Dziś 90.urodziny obchodzi Krystyna Czajkowska-Rawska, wybitna reprezentantka Polski, dwukrotna brązowa medalista Igrzysk Olimpijskich. Z tej okazji przeprowadziliśmy wyjątkową rozmowę z Jubilatką.
pzps.pl: Pani Krystyno, na przestrzeni lat siatkówka diametralnie się zmieniła. Chciałbym jednak zacząć naszą rozmowę, od pytania dotyczącego początku Pani przygody z tą dyscypliną. Czy prawdą jest, że zanim zaczęła Pani grać siatkówkę, trenowała Pani lekkoatletykę?
Krystyna Czajkowska-Rawska: Nie zaczynam od lekkoatletyki. Byłam po prostu od dziecka wszechstronnie uzdolniona sportowo. Byłam dość aktywna. Do tego mój tata zabierał mnie w różne miejsca, które były związane ze sportem, m.in.: na rowery, różne mecze – zwłaszcza Stali Sosnowiec. W szkole natomiast musiałam startować w każdej konkurencji lekkoatletycznej. Brałam udział w wielu szkolnych zawodach. Potem zaczęłam już trenować siatkówkę zawodowo.
Polska Siatkówka podejmuje wiele działań na rzecz promocji aktywności sportowej, m.in.: poprzez organizację rozgrywek KINDER Joy of moving czy Siatkarskie Ośrodki Szkoleniowe.
Krystyna Czajkowska-Rawska: Nie śledzę szczegółowo rozgrywek młodzieżowych, ale dla mnie to miód na serce, jak patrzę, jak dzieci ćwiczą w różnych akademiach. Jestem także szczęśliwa, że odradza się Płomień Milowice. Jest w tym klubie cudowna dziewczyna, która czyni po prostu cuda. To zawodniczka, która przyszła do tego klubu, kiedy ja już odeszłam. Chcę także zwrócić uwagę, że współcześnie kładzie się duży nacisk na edukację dzieci. Dla mnie najważniejsze, że dzieci czerpią radość z zabawy i aktywności sportowej. Nie od razu należy wybierać konkretną dyscyplinę. Mnie do dzisiaj ludzie pytają, na jakiej ja pozycji grałam. I odpowiadam krótko – na każdej. Siatkówka jest tak wszechstronną dyscypliną, że trzeba po prostu umieć wszystko.
Na przestrzeni lat siatkówka bardzo się zmieniła. Jak ocenia je Pani ze swoje perspektywy?
Krystyna Czajkowska-Rawska: To, co odmieniło diametralnie siatkówkę to rozwój techniczny. Przedtem rozrysowywaliśmy wszystko ręcznie, zapisywaliśmy przyjęcia. To wszystko należało przygotować na papierze. Nie było czegoś takiego jak kamera, która nagrywała cały mecz. W 1955 roku Niemcy przyjeżdżali do Warszawy, żeby uczyć się na AWF-ie. To właśnie oni pierwsi przyjeżdżali z dyktafonami, jakąś kamerą – dla nas wtedy niedostępną. Dzięki temu było im łatwiej już przygotować się do meczów z naszą drużyną. Rywalki doskonale wiedziały, gdzie będziemy atakować. Chciałabym też zauważyć, że początki żeńskiej siatkówki nie zaczęły się dopiero od złotek – bo takie bardzo często słyszymy komentarze. To nasza drużyna zdobyła przecież jako pierwsza medal na Igrzyskach Olimpijskich w żeńskiej siatkówce.

Podczas dwóch Igrzysk Olimpijskich z rzędu wspólnie z reprezentacją Polski wywalczyła Pani brązowy medal. Przygotowując się do tej rozmowy przeczytałam wiele rozmów z Panią i często podkreślała Pani, że drużyna musi być rodziną. To jest klucz do sukcesu?
Krystyna Czajkowska-Rawska: Ważne jest, żeby jako trener trafić na zespół, który w pewnym momencie nam się sprawdzi. Zawodniczki mogą się pokłócić poza boiskiem, ale na boisku nie mogą tego robić. To musi być rodzina, w której jedna myśli za drugą. Bez takiego podejścia nie ma mowy o sukcesach.
Jeśli dodamy do tego możliwości techniczne, które mają do dyspozycji drużyny, to wydawać by się nam mogło, że mamy cały przepis na sukces.
Krystyna Czajkowska-Rawska: Dzisiaj wszystko można znaleźć w Internecie. Ja do dzisiaj mam rozpisane ręcznie grę zespołów z mistrzostw świata. Nie było możliwości, żeby coś nagrać. Oglądając mecz dwóch azjatyckich zespołów po prostu rozpisywałam bardziej interesujące, atrakcyjne akcje. Naprawdę te przygotowania pochłaniały człowieka całkowicie, oddawał się temu bezgranicznie.
Moglibyśmy to określić mianem pasji i miłości do tego sportu.
Krystyna Czajkowska-Rawska: To jest nieprawdopodobna pasja. To jest pełne oddanie się tej dyscyplinie. Poza tym jest jedna ważna rzecz – trzeba trafić na odpowiednich ludzi, na takich, którzy w pewnym momencie uwierzą w ciebie. Może nie w metody, ale w to wszystko, co chce się im przekazać. Muszę pani powiedzieć, że mam taką ogromną satysfakcję z pracy z Płomieniem. Od początku z pracy z młodzieżą, po skończeniu studiów, a to wszystko trwało długie lata, zbudowałam w tym klubie właśnie takie rodzinne relacje. Podjęłam się pracy w Płomieniu w latach 70., mając siedmiomiesięczne dziecko. Pracowaliśmy nad tym, aby zespół nie był zbudowany z indywidualności. Zespół miał być zgrany.

Wracając na chwilę jeszcze do igrzysk. Wspólnie z reprezentacją Polski wywalczyła Pani dwa brązowe medale. Czy któryś z nich miał inną wagę? Był cenniejszy?
Krystyna Czajkowska-Rawska: Na pewno pierwszy medal z Tokio był cenniejszy, bo był pierwszym medalem olimpijskim w siatkówce. Tam nie było mężczyzn, tylko były kobiety. Byłyśmy pierwszą taką drużyną, która przetarła szlak. Ten drugi też był ważny, ale miał nieco inny smak. To było zupełnie inne przeżycie. Z resztą każda olimpiada jest inna. Ja teraz jak wracam pamięcią do moich medali, których już fizycznie nie posiadam, bo już porozdawałam moim synom – to na przestrzeni lat również te medale zmieniły się przede wszystkim pod względem wizualnym. Nasze medale są po prostu piękne. Inny jest medal brązowy z Meksyku, a inny z Tokio. Różnią się barwą, odcieniem, mimo że oba są brązowe. Ten z Tokio błyszczy jak złoto.
Potem rozwiązał się worek z medalami mistrzostw Europy czy świata. Te medale domyślam się, że były równie cenne, jak te z igrzysk.
Krystyna Czajkowska-Rawska: Każdy z nich, okupiony był ogromem pracy. Na pewno ranga olimpijskiego medalu jest niepowtarzalna. To jest w ogóle wszystko jedno, jakiego on jest koloru. Dla nas każdy turniej to było ogromne przeżycie, niezależnie od jego rangi. Mistrzostwa świata mają też swoją rangę, ale Olimpiada miała swoją, zdecydowanie wyższą. Podróżowaliśmy do odległych krajów, doświadczaliśmy niesamowitych rzeczy, czy to w Tokio czy w Meksyku. Nam czasami było trudno uwierzyć, że możemy to przeżywać osobiście. Powiem więcej, każdy mecz miał swoją historię, swoje przeżycia, emocje, rozstrzygnięcia. My pracowaliśmy w zupełnie innych warunkach, niż odbywa się to dzisiaj. Aktualnie mamy całe sztaby osób, które pracują dla zespołu. A ja często przypominam, że przez 13 lat gry w reprezentacji Polski nie miałam ani jednego masażu. Ja dopiero w klubie w Milowicach miałam zatrudnioną masażystkę.

Wspomniała Pani o synach. Czy związali oni swoje życie ze sportem?
Krystyna Czajkowska-Rawska: Nie zdecydowali się na sport wyczynowy, natomiast są bardzo aktywni. Jeden biega w półmaratonach. Był nawet na półmaratonie pod górą Fudżi w Japonii. Ja niezwykle się cieszę, że oni uprawiają sport, bo sami tego chcą. Nikt ich nie zmusza. Drugi bierze udział w triatlonach. Do tego chodzą po górach. Co tu dużo mówić, oni wychowali się na hali sportowej. Synów urodziłam dopiero po igrzyskach olimpijskich, więc towarzyszyli mi w pracy już tej trenerskiej.
Ostatnie już pytanie, jakich rad udzieliłaby Pani młodym sportowcom?
Krystyna Czajkowska-Rawska: Poradziłabym im, żeby dobrze wszystko przemyśleli i dokonywali w swoim życiu dobrych wyborów. Aby byli zadowoleni z tego, co wybierają. W mojej ocenie to jest najważniejsze. Dzisiaj świat bardzo pędzi, więc niezwykle kluczowe są właściwe decyzje. Dlatego naprawdę, warto posłuchać starszych, bardziej doświadczonych osób. Do tego muszą uruchomić w sobie taką wewnętrzną mądrość. Tego wszystkim życzę!



